Niechlujne Zagłębie
Pierwsza połowa należała do Legii, która kontrolowała to, co działo na murawie. Podopieczni Goncalo Feio często wykorzystywali niechlujność „Miedziowych”, którzy mieli problemy z wyprowadzeniem futbolówki. Lubinianie notowali sporo strat w drugiej tercji boiska. Kilkukrotnie Zagłębiu się upiekło, ale warszawianom i tak udało się szybko dopiąć swego. W 7. minucie na listę strzelców wpisał się Marc Gual. Drugi cios Legia wyprowadziła w 40. minucie, kiedy Hiszpan dołożył drugie trafienie. „Wojskowi” mieli w tej odsłonie spotkania jeszcze kilka niezłych okazji do zdobycia bramki. Próbowali między innymi Artur Jędrzejczyk, Ryoya Morishita czy Josue. Obronną ręką wychodzili jednak z tych sytuacji lubinianie. „Miedziowi”, delikatnie rzecz ujmując, byli w swoich poczynaniach ofensywnych dość dyskretni. Właściwie ograniczyli się do pojedynczych wypadów pod pole karne gospodarzy. Oddali też kilka uderzeń, ale prawdę powiedziawszy, żaden z nich nie miał prawa zaskoczyć Kacpra Tobiasza.
Całkowicie zasłużona wygrana gospodarzy
W drugiej połowie Zagłębie meldowało się pod polem karnym warszawian trochę częściej, ale efektów było jak na lekarstwo. Trudno nie odnieść wrażenia, że wynikało to w pewnym stopniu z rezultatu, który widniał na tablicy wyników. Legia nie forsowała zanadto tempa, a w środku pola dla obu zespołów otworzyło się więcej przestrzeni na kontrataki. W 76. minucie lubinianom udało się złapać kontakt. Marek Mróz strzelił swojego premierowego gola na ekstraklasowych boiskach. 25-letni pomocnik Zagłębia popisał się ładnym uderzeniem przy słupku, a Kacper Tobiasz nie zdołał sięgnąć piłki. Jedną z lepszych sytuacji mieli jeszcze w ostatnich kilkunastu minutach warszawianie, którzy ruszyli z kontrą trzech na dwóch, natomiast Marc Gual nie dograł futbolówki w tempo do współpartnerów. Do końca meczu nie mieliśmy już więcej akcji, po których padały bramki. Zagłębie Lubin uległo Legii Warszawa 1:2.
